O nas z innej strony…

Chcemy Wam opowiedzieć o tym, kim właściwie jesteśmy i jak to się u nas wszystko zaczęło 🙂 To będą bardzo prywatne narracje, bo mamy poczucie, że to co tworzy fundacja, to coś więcej niż miejsce, niż działania, niż wyznaczone cele… To konkretni ludzie i całkowita determinacja i wiara w to, co robią.

Fot. Fundacja Punktum Montessori, 2018

Maria Montessori pojawiła się w moim życiu wraz z narodzinami pierwszej córki. Był to rok 2013, kiedy intensywniej zaczęłam wnikać w jej pedagogikę. Tak naprawdę jednak od razu poczułam, iż to, co zaproponowała zaświadczając swoim życiem, było obecne w tym, co ja robię o wiele wcześniej i głębiej.

Czas stawania się RODZICEM to niesamowity czas – dar przemian. Jeżeli otworzymy się na ten czas i na nasze dzieci, mogą zadziać się rzeczy i sytuacje niesamowite. Mam poczucie, że żyjemy w czasach, kiedy potrzeba nam, w obliczu współczesnych kryzysów oraz w kontekście tego, jak nas wychowywano, i dalej idąc – jak wychowywano naszych rodziców, uczciwego przeformułowania nastawienia co do rodzicielstwa i edukacji. Nadszedł czas, kiedy realnie możemy coś zmienić. Mamy coraz więcej możliwości, wiedzy i świadomości. Znacznie więcej niż w czasach, kiedy Maria tworzyła swoje pierwsze „domy dziecięce”… A mimo to, to niesamowite jak dobrą intuicję miała, jak bardzo aktualne pozostaje to, co „odkryła” i czym, z taką upartością, starała się dzielić z innymi. „Odkrycie Dziecka” pozostaje dla mnie fenomenem nie do przecenienia.

Od kiedy pamiętam nie chciałam być nauczycielem 🙂 A już na pewno nie takim przedszkolno-szkolnym. Z premedytacją filologię polską studiowałam ze specjalizacją nienauczycielską. Mimo to kulturoznawstwo międzynarodowe kończyłam pracą analizującą „wychowanie przez sztukę i wychowanie przez pogranicze”, a proces edukacji dzieci i młodzieży, czy może bardziej ich realnego twórczego rozwoju, zawsze był mi bliski. Być może to kwestia wcześniejszych doświadczeń, jakie miałam dzięki pracy w Stowarzyszeniu na rzecz Odnowy i Współistnienia Kultur „Sałasz” i w Teatrze CST. Są takie doświadczenia, które zostają w nas na zawsze. Autentyzm pracy społecznej i aktorskiej pracy studyjnej pozwolił mi w bardzo wielu innych momentach życiowych i zawodowych na patrzenie na różne sprawy w szerokim spektrum. A sama praca w stowarzyszeniu i teatrze nauczyła ogromnego szacunku dla pracy społecznej, pracy nie dla poklasku, ale dla Sprawy i dla własnego realnego, a nie prowizorycznego rozwoju.

Kiedy na świecie pojawiła się moja druga córka wiedziałam już, że coś trzeba zrobić, trzeba zacząć działać – tu i teraz. Czas uciekał. Determinacja wzrosła. Jeszcze nosząc Ją pod sercem rozpoczęłam, dosłownie uciułanymi funduszami, kurs wczesnoszkolny Montessori w Polskim Instytucie Montessori w Warszawie. Coś, co utwierdziło mnie w tym, że dobrze zrobiłam, a równocześnie rozpoczęło kolejne myślenie o tym, co zrobić, by Montessori zaczęło działać w naszym regionie. Na kursie poznałam też różne osoby i różne historie i ich różne edukacyjne drogi. Zrozumiałam, że czasem trudno założyć kim i gdzie będziemy w przyszłości, trzeba natomiast na tę przyszłość pozostać otwartym i działać przede wszystkim w zgodzie z sobą samym. I tym chyba obecnie jest dla mnie to „Montessori”. Działaniem w zgodzie z sobą samą jako mamą, ale też po prostu jako człowiekiem.

Gdy mała Sara miała 3 miesiące napisałam projekt na montessoriańską Pracownię Dziecka i Rodzica. Jakimś przypadkiem-nieprzypadkiem spotkałyśmy się z Anią. Do tej pory pamiętam nasze pierwsze spotkanie w ogrodzie u Ani 🙂 Projekt przeszedł! Dowiedziałyśmy się o tym 1 czerwca 2018 roku, w Dzień Dziecka! Z Anią rozpoczęłyśmy współpracę. I stało się. I potoczyło się. W 2019 założyłyśmy fundację i zaczęłyśmy walczyć o przedszkole. Byłyśmy bardzo zmotywowane naszymi rodzinami z pracowni, które coraz mocniej chciały otwarcia montessoriańskiego przedszkola. Niektórzy z rodziców pomagali nam w sprzątaniu i przygotowywaniu miejsca przed ostatnimi jego odbiorami. To było niesamowite doświadczenie realnej pomocy i kształtującej się wspólnoty. Do tej pory z większością rodzin jesteśmy naprawdę blisko. Być może w ten sposób przedszkole zakłada się tylko raz… Szybko zrozumiałyśmy, jak wielka jest potrzeba, aby jednostka montessoriańskiej edukacji powstała w naszym regionie. Nie było łatwo, ale dzięki pomocy wielu osób i dofinansowaniu OWES otwarłyśmy malutkie Niepubliczne Przedszkole Punktum Montessori na Zamku w Cieszynie. Niemożliwe stało się możliwym! Dosłownie!

W moim przypadku Montessori to także kontakt z Romaną Plonková z Campanella Montessori Centrum w Czeskim Cieszynie, gdzie dane było mojej pierwszej córce uczęszczać do przedszkola i gdzie mogłam przez pewien czas pracować. To tam usłyszałam, jeszcze przed moim kursem Montessori, że Montessori mam chyba po prostu w sobie 😉 Coś w tym było Romano za co Ci dziękuję 🙂 Polsko-czeskie doświadczenie uświadomiło mi kolejną ważną rzecz – w perspektywie naszej cieszyńskiej edukacji stratą jest niekorzystanie lub szczątkowe korzystanie z transgraniczności i bogactwa pogranicza, jakie daje nam nasza lokalizacja, dlatego jako fundacja współpracujemy z Campanellą i staramy tworzyć się wspólne, ponad granicami doświadczenie Montessori.

Co obecnie dla mnie najważniejsze jest w tym, co daje nam Montessori?
Przede wszystkim podążanie za dzieckiem, niełatwe dla nas dorosłych – pedagogów i rodziców, ale najważniejsze. To także wiara w samodzielność edukacyjną i wewnątrzsterowność dziecka. Z perspektywy tego, co dała nam sama Maria ogromnie cenię to, z czego korzystamy w ramach edukacji przedszkolnej dzieci, ale moje oczy i serce otworzyły się zupełnie na montessoriańską przygodę, gdy poznałam to, co Maria opracowała w późnych latach swojego życia wraz z swoim synem, a co nazwali edukacją kosmiczną i edukacją do pokoju. To dla mnie clou sprawy, szczególnie w kontekście wychowania młodego człowieka do świata teraźniejszości i przyszłości i tego, co dzieje się w większości systemowych szkół.

Monika S.